wtorek, 4 grudnia 2012

Zboczenia


Jej największym, a przy tym odwiecznym problemem było lustro. Kto by przypuszczał, ile w tym jednym przedmiocie, martwym z natury, może się materializować żywych kompleksów. Gdyby nienawiść mogła się kumulować i wizualizować, nasza galaktyka znikłaby w efektownym rozbryzgu światła – a winna byłaby jedna szklana tafla. Był to jeden z powodów, dla których nie posiadała lustra z prawdziwego zdarzenia. A przynajmniej tego wielkiego, w którym mogłaby się całościowo przejrzeć. Zwierciadłom duszy mówiła stanowcze nie. Zwierciadłom ciała – ponure nie.

Gdy jednak spojrzała w siebie, a także przed siebie, na stół zasłany dobrem wszelakim, zaczęła narastać w niej decyzja. Czas coś zrobić. A zasadniczo: COŚ, bo taka decyzja wymaga stosownej wagi. Wagi, której trzeba się zdecydowanie pozbyć. Widziała to, patrząc na siebie z boku, choć zasadniczo wolała tego nie robić.

Planowała w dobrej wierze lepsze jutro, jednak los postanowił inaczej. Niczym w klasycznym dramacie greckim ironia dała o sobie znać, kreując konflikt, jakże tragiczny w skutkach. Fitness czy siłownia? Od decyzji zależało tak wiele, że nie chciała podejmować jej pochopnie. Wspólne ćwiczenia, które zmotywują do działania, czy samodzielny trening we własnym tempie? Nie chciała robić nic na siłę, by nie okazało się, że jest to ostatecznie ponad jej siły. Zakleszczając się między dwoma istotnymi rozwiązaniami, bezpiecznie nie wybierała niczego, posiłkując się refrenem zasłyszanym od Mężczyzny Idealnego, że przecież dobrze wygląda (i jest bardzo mądra). Nie posiadając jednego lustra, przeglądała się w tysiącu mniejszych, by ostatecznie otrzymać obraz w krzywym zwierciadle. Doszło do tego, że decyzja stawała się ponad jej siły. A zboczenia narastały.

Jednak trening czyni mistrza, a wyćwiczyć można wszystko. Ćwiczyła więc trwanie.

wtorek, 13 listopada 2012

Humory


Miała zły dzień; cały świat drżał w posadach przed jej gniewem. Wszyscy kierowcy jak na złość postanowili jeździć tego dnia szybciej od niej. W pracy klienci wiedzieli wszystko lepiej. Książka, na którą tak długo czekała, okazała się nudna. Spieszyła się do sklepu, a musiała stać w korku. Tak, świat uwziął się na nią. Jeszcze tego pożałuje.

Podsumowując swój pełen smutku i żalu za czymś ciekawszym dzień, stwierdziła, że ma prawo być dzisiaj kobieca na wskroś. Przygotowała w myślach ciąg skarg dotyczących niesprawiedliwego życia, które zdecydowanie jest gdzieś indziej. Sprawdziła w lusterku pełne powagi miny świadczące o głębi cierpienia, które oczywiście zatrzyma w sobie, żeby nie smucić Mężczyzny Idealnego. Aby wypróbować moc rażenia, zapatrzyła się na chwilę w dal – niema rozpacz wciąż zawsze się sprawdzała.

Tak uzbrojona weszła do mieszkania. Na pierwszej linii ognia znalazł się Pan Kocur, który spojrzał na nią tymi swoimi ogromnymi ślipiami i jęknął tak żałośnie, że aż się wzruszyła. Musiała jednak zachować twarz przed samą sobą, dlatego przez pierwsze minuty milczała wymownie i patrzyła w przestrzeń, ciężko wzdychając. Niestety, Mężczyzna Idealny pozostawał głuchy na wszelkie subtelności. Gdy w końcu spytał,  co u niej, zapomniała.

piątek, 28 września 2012

Spotkanie


Spotkanie Prawdziwych Kobiet jest spektakularne niczym narodziny supernowej. To starcie odmiennych osobowości, różnorodnych punktów widzenia i odrębnych poglądów na życie. To prawdziwe pole walki, które pozwala odsiać ziarno od plew, oryginalność od bylejakości, ego od ego.

Prawdziwe Kobiety rozmawiają ze sobą wyłącznie na poważne tematy. Zaczynają od ogólnych zagadnień dotyczących kondycji człowieka we współczesnym świecie („Widziałaś, w co ona się ubrała?”). Z upływem czasu poruszane zagadnienia szlachetnieją – rozmawiają o sprawach ducha („nic mi się nie chce, brakuje mi celu w życiu”) i ciała („jestem taaaaaka gruba”), zajadając się przy tym wyszukanymi potrawami (zasłona milczenia spuszczona). Kończą zaś problematyką najwyższej wagi, zahaczając o pytania transcendentalne („dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe?”). Usatysfakcjonowane podjętym wysiłkiem intelektualnym i emocjonalnym mogą się w spokoju rozejść, zaspokajając tym samym wyższe potrzeby kontaktu psychicznego („dobrze cię było znów zobaczyć”). 

Aż do następnego razu.

czwartek, 20 września 2012

Drogi Pamiętniczku!


Drogi Pamiętniczku (spoufalała się Prawdziwa Kobieta), świat jest taki zły i niesprawiedliwy. Wszyscy się gdzieś śpieszą – do domu, do rodziny, do zabawy – a ja czuję, że się gdzieś zatrzymałam (wyobrażała sobie własne wyobcowanie wśród siedmiu miliardów ludzi). Niestety, najgorsze jest to, że spodobał mi się ten stan i nie zamierzam go zmieniać. Kochany Dzienniczku (dramatyzowała), Ty jeden wiesz, jak straszliwie potrafię być uparta, jak mój silny i wyrazisty charakter działa autodestrukcyjnie (wspinała się na wyżyny cierpienia – sam Werter pozazdrościłby jej problemów). Co pozostało z moich marzeń i snów o nowym, lepszym jutrze? Wszak już Piłsudski z Wawelu krzyczał do mnie przez wieki, że „bramy przepastne śmierci dla niektórych ludzi nie istnieją” (wzdychała, marząc o nieśmiertelności ducha). Miałam być olbrzymem mentalnym, nie ironizującym z kąta karłem! (wznosiła oskarżycielsko palec w stronę nieba wypełnionego pustką kosmiczną, dyskretnie racząc się komplementem). Cóż to za straszliwe poczucie niespełnienia, cóż za wątpliwości egzystencjalne mną targają (z prawdziwą dumą pławiła się w domniemanych problemach)? Pamiętniczku mój, kim zostanę, jak już będę dorosła (zakończyła efektownie)?
Twoja na zawsze – PK.

Zawsze wiedziała, że chce być Kimś Wielkim. Wzrost ją zawiódł już na wczesnym etapie dorastania, pozostała więc jedynie potęga ducha. Wysiłek duchowej przemiany został podjęty. Naciągając definicję, można stwierdzić, że wciąż trwa.  

czwartek, 13 września 2012

Głębia niezrozumienia


- ...bo jeśli dalej będziemy iść tą drogą, to ona może niespodziewanie skręcić, co doprowadzi nasz dwuosobowy team na bezdroża pełne wzajemnego niezrozumienia i morze problemów, w których się potopimy. W końcu żadne z nas nie umie pływać. 

Tym błyskotliwym akcentem Kobieta z ulgą i prawdziwą dumą zakończyła wywód nt. Niezwykle Ważnych Spraw (w wersji deluxe: z Życia Wziętych). Z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku patrzyła na Mężczyznę Idealnego, oczekując, aż ten raczy się ustosunkować do jej (jakże świetnej pod względem kompozycji i logiki) wypowiedzi. Można powiedzieć, że czekała, aż przyzna jej rację.

Tymczasem mina Mężczyzny Idealnego wyrażała wszystko poza zrozumieniem. Nie, nie uchwycił istoty rzeczy. Tak naprawdę nie wiedział nawet, o czym Kobieta mówi. Najgorsze, że jej długie i pełne zawiłości wyjaśnienie, zamiast naprowadzić go na jakikolwiek trop, zaciemniło obraz sytuacji. Tak naprawdę zarejestrował tylko dwa słowa: niezrozumienie i problemy. To połączenie nie mogło znaczyć nic dobrego. A gdy padało tuż przed snem, wiedział, że noc nie będzie należała do łatwych.

- To co chciałaś mi powiedzieć? – spytał, uśmiechając się niewinnie. Wiedział, że tym samym coraz bardziej pogrąża się w odmętach grzechów, których nie popełnił. 

No tak, znowu zapomniała, że ich logika różni się od siebie diametralnie. Wydawało jej się, że lepiej nie da się tego ująć. Skupiła całą swoją moc, by spojrzeć na świat trzeźwym, Mężczyźnianym spojrzeniem. Padły wiekopomne słowa:

- Dawno już nigdzie nie wychodziliśmy, może pójdziemy na piwo?

poniedziałek, 10 września 2012

True Blond


Do popkultury podchodziła z dystansem tak dużym, że śmiało można by zaryzykować stwierdzenie, że omijała ją szerokim łukiem. Początkowo było to spowodowane głębokim zaufaniem do własnego gustu i silną potrzebą odcięcia się od opinii ogółu. Innymi słowy: chciała się wyróżniać. Z biegiem lat jej podejście ewoluowało: czuła się komfortowo, posiadając z góry określone i z definicji niezmienne poglądy. Lenistwo umysłowe sprawiało, że umocniła się we własnych poglądach niczym król na swoich włościach. Gdy tylko mały promyk nowości próbował przedrzeć się przez pancerz jej opinii, sądów i mniemań, reagowała alergicznie i odruchowo, warcząc przy tym mentalnie: moje, nie oddam!

Jakże się więc zdziwiła, gdy zafarbowała swoje (piękne, zadbane, oryginalne – wymieniać można by długo) blond włosy... właśnie na blond. Zdziwienie otoczenia było niczym w porównaniu z jej wewnętrznym szokiem, z którego tygodniami* nie potrafiła się otrząsnąć. 

Swoją decyzją (podobno świadomą, choć nie potrafiła sobie przypomnieć żadnych przemyśleń z tego okresu) włączyła się w dogłębnie znienawidzony nurt masowości. Stała się częścią popkultury – i to w jej najgorszym wydaniu. Została True Blond, ucieleśnionym horrorem każdego intelektualisty. Stała się jedną z wielu.

Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, że zaczęła się sobie podobać.

*lekka przesada

czwartek, 30 sierpnia 2012

Kto chce wypić, wybiera mpk


Jazda komunikacją miejską była niczym pokonywanie niezliczonych trudów, które stawały na drodze do szczęścia. Jednak w przeciwieństwie do bajki, droga przez ciernie nie była nagradzana żadnym królestwem. Nie dodawano nawet nagrody pocieszenia w postaci księżniczki. Mimo wszystko pasażerowie zdawali się być zadowoleni z takiego stanu rzeczy. 

Nawet Prawdziwa Kobieta musiała czasem korzystać z legendarnej w pewnych kręgach komunikacji miejskiej. Dawno już nie miała do czynienia z autobusami - do tej pory korzystała z roweru, który był jej jedynym łącznikiem z szeroko pojętym wysiłkiem fizycznym. Czasem też zmieniała się w Kubicę szos, starannie szlifując swój oryginalny sposób jazdy. Zapominała powoli, że istnieją inne sposoby na dotarcie do Celu.

Jak mówi starożytne polskie przysłowie, kto chce wypić, wybiera mpk. Zazwyczaj sporej dawki adrenaliny dostarczała jej sama droga i związane z nią niebezpieczeństwa (do których sama niechlubnie się zaliczała). Teraz z niechęcią powlokła się na najbliższy przystanek. 

Autobus krył w sobie wiele tajemnic. Każdy ze współpasażerów miał własną historię, której to Kobieta poznawać nie chciała. Wcisnęła się w siedzenie, założyła okulary i słuchawki, starając się przy tym wtopić w tło. Niestety, dźwięki i widoki przenikały ją ze wszystkich stron. Dowiedziała się o problemach żołądkowych starszego pana, posłuchała muzyki z komórki młodzieży spod okna i prawie zwymiotowała, zobaczywszy kobietę obcinającą cążkami paznokcie. Pełen folklor. Gdy autobus dobrnął szczęśliwie do właściwego przystanku, była naprawdę wdzięczna – bogom, losowi i kierowcy, że to już koniec. Zaprawdę powiadam wam, czuła się ukontentowana.

wtorek, 28 sierpnia 2012

Męski punkt widzenia


Zajmował się Naprawdę Ważnymi Sprawami. Oznaczało to ni mniej ni więcej, że siedział przy komputerze. Jednym uchem słuchał narzekań Prawdziwej Kobiety na temat życia, pracy i ludzi, drugim swobodnie wypuszczał nowo pozyskane informacje. Miał świadomość, że jutro usłyszy podobne historie, być może odmienne w treści, ale o tym samym zabarwieniu emocjonalnym. Nie żeby się nie martwił czy nie troszczył, po prostu potrafił wyłapywać to, co najistotniejsze. W tym wypadku ważny był po prostu sam proces słuchania. 

Nagle z niepokojem wysupłał fałszywą nutę w dość jednostajnym morzu opowieści. Padło zakazane w słowniku Mężczyzny słowo: zlew. O ile w kuchni lubił bywać, wydeptał sobie nawet kilka własnych ścieżek, to jednak do tej części starał się nigdy nie zapuszczać. W jego plemieniu krążyły legendy, że kto zobaczy brudne naczynia, tego zassie wir abstrakcyjnych czynności, po których już nigdy nie będzie się sobą. Mężczyzna nie należał wprawdzie do przesądnych, jednak w jego podświadomości obawa przed zmywaniem zakorzeniła się naprawdę głęboko. Niestety, zakazane słowo padło po raz drugi. Na wszelki wypadek rozejrzał się dyskretnie wokół siebie, rozpaczliwie szukając punktu zaczepienia. Na horyzoncie zdarzeń pojawił się Pan Kot. Tak jak tonący brzytwy się chwyta, Mężczyzna złapał się czarnego kłębka futra. Ten jednak potrafił się całkiem skutecznie bronić  – 10 pazurów i szczęka pełna zębów znakomicie spełniały swoje zadanie. Ale warto było ponieść straty, niebezpieczeństwo chwilowo zostało zażegnane.

Gdy poczuł się pewnie, zasiadł znów przed komputerem. Miał jednak dziwne wrażenie, że o czymś zapomniał. O czymś bardzo ważnym. Wyczuwał grę napięć całkiem sprawnie jak na Mężczyznę, przynajmniej we własnym mniemaniu. Starał się zlokalizować źródło problemu. Gdzieś czaiło się Zło. Odruchowo spojrzał na Pana Kota, który z pewną dozą dezaprobaty obserwował świat, ale na szczęście z bezpiecznej odległości. Sprawdził, czy coś się nie wylało. Komputer działał, telefon był doładowany. Czegoś mu brakowało. Stwierdził więc, że najszybciej będzie spytać Prawdziwą Kobietę, ona była dobra w takich niuansach. Wystarczyło jedno spojrzenie, by sobie uzmysłowił, gdzie popełnił błąd. I ile go to będzie kosztować. 

sobota, 25 sierpnia 2012

Gwiazda Śmierci


Wynoszenie śmieci nigdy nie było prostą sprawą. Temat również nie należał do łatwych. Kobieta starała się go unikać niczym Pan Kocur wody, by nie okazało się, że w relacjach z Mężczyzną Idealnym nie wszystko układa się tak partnersko, jak mogłoby. Problem był więc pomijany, a dyskretnie zawiązany worek pełen tajemnic pojawiał się na widoku, gdy zachodziła stosowna ku temu potrzeba. Wiedziony nieomylnym instynktem i tysiącami lat patriarchatu Mężczyzna Idealny brał na siebie ten jakże trudny obowiązek pozbywania się pocywilizacyjnych resztek. Może też po prostu przeszkadzał mu zapach. 

Niestety, każda sielanka się kiedyś kończy. Tym razem jej kres wyznaczyło sumienie Prawdziwej Kobiety. Nie chciała samowolnie wprowadzać matriarchatu. Co prawda, w sprawach decyzyjnych lubiła mieć podwójny głos, jednak zasadniczo godziła się na równouprawnienie. Dlatego przygotowała sobie stertę worków pełnych tajemnic i godnie kroczyła ku dolinie śmierci. Mimo założenia dodatkowych reklamówek ochronnych na dłonie czuła przenikające ją powoli promieniowanie. Narastająca fala paniki podchodziła jej do gardła z regularną częstotliwością, szukając ujścia. Zaczęła przeistaczać się w Gwiazdę Śmierci. Stale namnażające się bakterie uznały Prawdziwą Kobietę za własne środowisko naturalne. Ich zwarta moc byłaby w stanie unicestwić życie w kilku równoległych wszechświatach. 

Pozbycie się worków pełnych tajemnic i zdjęcie ochronek z rąk niewiele pomogło. Cywilizacja śmierci zaczęła ją przenikać. Nagle zatęskniła za patriarchatem. Przydałaby się silna, męska, dominująca osobowość, która skrzyczałaby ją za zabieranie się za sprawy, które ją przerastają. Niestety, nikogo nie było w pobliżu, by mogła uruchomić wdzięk, charyzmę i urok osobisty. 

Wyrzuciła śmieci. Przeszła próbę wiary i wytrwała. Nigdy więcej.

czwartek, 23 sierpnia 2012

Starcie


Spotkanie Prawdziwej Kobiety z Kobiecą Kobietą nigdy nie wróży niczego dobrego. To jak zetknięcie Wschodu z Zachodem, starcie odległych cywilizacji, wojna światów. Za tą pierwszą stoją wieki światłego rozumu, pochwała intelektu, zabarwione ciepłą ironią podejście do świata, a przede wszystkim – styl bycia. Własny i trudny do podrobienia. 

Kobieca Kobieta to zupełnie inna bajka. Jej wyróżnikiem jest ogólnie pojęta nijakość cechująca się powszechnością występowania, zwyczajnością charakteru i infantylnością zachowania. Tak właśnie sądzi Prawdziwa Kobieta o istotach, które odsądza od czci i wiary, których nie pozwoliłaby zaliczyć do własnego, dumnego gatunku. Jej poczucie wyższości i godności osobistej, w tym jakże sprawiedliwy osąd, wynikają z gromadzonych przez życie strachów i silnej potrzeby kompensacji. 

„Ta druga”, jak ją w myślach nazywa Prawdziwa Kobieta, w ogóle nie przeczuwa napięć, które aż iskrzą w powietrzu. Można powiedzieć, że są one jej obce – idzie przez życie, wypełniając przestrzeń wokół pewnością siebie i ostentacyjnie ignorując innych. Wie, że wystarczy po prostu dopasować rzeczywistość do własnych myśli. Reszta jest dopowiedzeniem.

czwartek, 16 sierpnia 2012

Triada


Uśmiecha się, wdzięczy, czaruje otoczenie. Ale w głowie zamiast trzech Gracji trzy Furie zamęczające sumienie biednej Kobiety. Wokół jej głowy krążą bezustannie trzy grzechy niewidzialne, a imiona ich sieją spustoszenie na świecie całym. 

Gruba, brzydka i głupia, te słowa niczym mantrę powtarza sobie Kobieta, wracając z pracy, stojąc przed lustrem, kładąc się spać. Myśli skłębione, myśli natarczywe wkradają się w podświadomość. Za popełnione grzechy należy pokutować. Z trzech grzechów głównych największym jest jednak głupota, dlatego Kobieta wzdycha nad sobą. Chrupiąc chipsy czy oblizując zlepione czekoladą palce wyraża głęboką skruchę, choć głównie jest to żal za straconą figurą, cerą, a przede wszystkim – mózgiem.

Hamlet był kobietą, musiał być, wziąwszy pod uwagę to niezdecydowanie, brak konsekwencji i problemy z podjęciem decyzji. Wystarczy odrobinę zmodyfikować jego odwieczne pytanie. „Czy jestem gruba?” brzmi równie dobitnie, jak słynne „Być albo nie być”. Jest nawet lepsze, bo pokazuje kondycję Prawdziwych Kobiet we współczesnym świecie. A smutki, jak wiadomo, najlepiej zagryźć czymś słodkim.

Gdy Kobieta zadaje to pytanie Mężczyźnie Idealnemu, czujnie obserwuje jego pełne zmęczenia i rezygnacji oblicze. Wie, że na własne życzenie urzeczywistnia problem (dodajmy: dość wstydliwy), którego nie chciałaby przecież dzielić z nikim. Nawet, a może zwłaszcza, z Mężczyzną Idealnym. 

Mężczyzna Idealny wie, co należy w takich sytuacjach robić. Ma przygotowane scenariusze, które dopasowuje do wyrazu twarzy Kobiety, do drobnych drgnięć w kącikach ust, do błysku w oku (tak, tego szalonego). Daje jedyną właściwą odpowiedź, głaszcze po głowie, wzdycha. Naprawdę chciałby się teraz znaleźć daleko stąd. Widząc to, gruba, brzydka i głupia Prawdziwa Kobieta zaczyna walczyć o uznanie. Nie pozwoli przecież, by myślano o niej w tak uwłaczający sposób.

wtorek, 7 sierpnia 2012

Pierwsza


Lubi być pierwsza, najlepsza. Gdy się to nie udaje, potrafi się obrazić i przestać odzywać. Zapada wtedy pełne wyrzutów i pretensji milczenie, przynajmniej tak się dzieje w mniemaniu Kobiety.

Mężczyzna Idealny cieszy się z ciszy i spokoju. Nie dokłada sobie problemów, nie szuka rozwiązań, nie męczy się nadmiarem treści próbującym znaleźć ujście – ze świata w głowie do świata w rzeczywistości. Ale wie, że spokój i cisza nie są stanem trwałym, nawet jeśli są tak bardzo wytęsknione. Mają za to zdumiewającą umiejętność przechodzenia w stan lotny – myśli, słowa i uczynki przemieszczają się z kąta w kąt, czekając na zaistnienie.

Mężczyzna Idealny wie, że jeśli wszystko jest w porządku, trzeba reagować natychmiast, a nawet szybciej. Bazując na tej tajnej, starożytnej wiedzy przekazywanej wytrwale z pokolenia na pokolenie, zaczyna dyskretnie przegrywać batalię w swoim ulubionym RPG-u. Jego bohater nie dociera do miasta, zupełnym przypadkiem nie pobiera ważnych artefaktów, a na koniec spektakularnie zaczyna przegrywać z armią Kobiety. Udaje zirytowanego, podczas gdy Kobieta sprawia wrażenie, że zwycięstwo wcale jej nie obeszło, przyszło wręcz od niechcenia.

Ona też ma swoją kobiecą mądrość przekazywaną z babki na matkę, z matki na córkę, w procesie, który trwa nieprzerwanie od początku świata. Kontrolując sytuację, zaczyna popełniać błędy, wysyła swoją źle rozstawioną armię na przeciwnika, myli najprostsze czary. Mężczyzna Idealny dopiero teraz zaczyna się stresować, nie rozumie reguł tej gry tak bardzo pozbawionej logiki, zasad i sensu. Wbrew własnym staraniom nie udaje mu się przegrać, a wraz z kolejną zwycięską walką wzrasta jego lęk. Wie, że nie stać go na wygraną, na tę pełną wyrzutów ciszę, której zazwyczaj nie potrafi odróżnić od tej zwyczajnej. Stara się jak może, ale w końcu wygrywa. Maskując przerażenie, czeka na wyrok, który w końcu zapada:

 - Jesteś najlepszy! *cmok*

Tylko gdzieś tam w kącikach ust drzemie uśmiech, którego nie sposób zidentyfikować. Kobieta wie, że wygrała.

piątek, 3 sierpnia 2012

Jak żyć?


Przecież chciała dobrze. Długo walczyła ze sobą, żeby nie przeszkadzać w pomaganiu. Przecież się tak starała. Nie nastręczała żadnych problemów w czasie wnoszenia zakupów. Starała się nie przechwycić worków ze śmieciami. Nie zająknęła się nawet, gdy trzeba było podnieść coś wielkiego. Wie przecież, że Mężczyzna musi poczuć się ważny i potrzebny, by być szczęśliwy. W końcu nikt nie twierdził, że będzie łatwo.

Czasem tak trudno jest pozwolić sobie pomóc, myślała Kobieta, jadąc do domu rowerem. Tak łatwo w dzisiejszych czasach jest być samodzielną, a tak trudno jest z niej zrezygnować, być słabą i delikatną. 
Jesteśmy obecnie świadkami epoki, w której wyzwolenie kobiet kwestionuje istnienie mężczyzn, a bez tych ostatnich byłoby tak smutno na świecie. Nie byłoby po co się obrażać, komu przebaczać, na kogo marudzić. Istnienie broni ostatecznej, focha, zostałoby zakwestionowane. 

Pedałując ostro pod górkę, Kobieta zastanawiała się nad sobą i swoim postępowaniem. Jak żyć, pytała się w myślach. Zawsze wydawało jej się, że w głębi duszy każdy człowiek, nawet mężczyzna, chciałby być niezależny. A to oznacza, że nie musi się o nikogo martwić, co narzuca mu kilkusetletnia tradycja. Że marzy mu się, by mógł teraz odbić sobie wielowiekową konwencję męskiej opieki nad niewiastą.

A tu taki klops. Obserwując życie spod półprzymkniętych powiek, Kobieta zauważa, że większość panów lubi się wykazać. Poczucie, że są potrzebni i niezastąpieni, jest im niezbędna do życia (oczywiście, najważniejszym elementem jest odpowiednio wyrażone docenienie). W tej całej swojej męskości potrafią się tak zagalopować, że trzeba o nich dyskretnie dbać, by sobie krzywdy nie zrobili.

Jak to dobrze, że lodówki czasem się psują, zlewy zapychają, drzwi zacinają, a okna ulegają awariom. Można komuś pozwolić o siebie zadbać.

czwartek, 26 lipca 2012

Powrót na włości

Powrót na włości jej królewskiej mości nie obył się bez standardowych problemów. Aby uniknąć męczącej drogi wiodącej na 3 piętro z rowerem na karku, Kobieta wchodzi do sklepu, by kupić parę drobiazgów. W końcu jak ma wejść z rowerem i z zakupami? Wzdychając ciężko, dzwoni po Mężczyznę Idealnego, który z radością na twarzy powinien zbiec, by pomóc damie w potrzebie. Radość rzeczywiście widnieje, jednak tuż za nią podąża cięta riposta. Kobieta unosi się honorem, przekazuje zakupy i sama wnosi rower. Zazwyczaj droga wymaga trzech przystanków, ale w tym przypadku nie można sobie pozwolić na żadną słabość. Przecież potrafi. A chciała tylko pozwolić wykazać się Mężczyźnie Idealnemu. Już ona mu pokaże. 

Być Kobietą to prawdziwa sztuka w dzisiejszych - pełnych zażartego feminizmu - czasach. Nie dać się złapać w szpony wyzwolenia, narzekania na mężczyzn i całowania po rączkach (skądinąd pięknych). Udowadniać siebie i otoczenie, że jest się co najmniej równie silnym, co męscy osobnicy wokół. A przy tym w głębi ducha hołdować przekonaniu, że Kobieta powinna być pełna wdzięku, uroku i słodyczy (a także paradoksów). Niestety, z tym ostatnim jest właśnie najtrudniej (nie, nie z paradoksami, te się mają aż za dobrze). Dlatego wojującym feministkom serdecznie dziękujemy.

Gdzieś w tle Mężczyzna Idealny walczy o względy i uwagę Kota. Kot walczy o wolność i godność. Kobieta walczy o satysfakcję i zrozumienie (a także ze zmęczeniem po wnoszeniu roweru). Jedyną osobą, która wygra ten zażarty bój, będzie oczywiście Kot.


niedziela, 15 lipca 2012

Dramaty


Codziennie wieczorem ma miejsce prawdziwy dramat. Kobieta nie ma się w co ubrać. Otwiera przeładowaną szafę, ogląda wieszaki (na każdym wisi minimum 5 sztuk odzieży), przeszukuje półki, by autorytatywnie stwierdzić, że zdecydowanie nie ma co na siebie włożyć. Zaczyna się przekopywanie otchłani szaf, przekładanie ubrań z miejsca na miejsce, czego skutkiem są powiększające się z każdą chwilą zagniecenia. W końcu zniechęcona wybiera to, co zawsze, swój standardowy zestaw nr 5/15/50 (niepotrzebne skreślić).

Efektem tych działań są sterty zalegających ubrań, które szczelnie zapobiegają zamknięciu drzwiczek. Na drugim biegunie pokoju lokują się szafki z ubraniami Mężczyzny Idealnego, które emanują nieprzyzwoitym wręcz ascetyzmem. Nic nie wystaje, wszystko się domyka, rzeczy nie są nawet za bardzo pogniecione. Zresztą nawet gdyby były, Mężczyzna Idealny ma twarde zasady – ubrań się nie prasuje, to zmiększa człowieka, przyzwyczaja go do zbędnego luksusu. Prawdziwy mężczyzna nie wybrzydza, bierze, co leci (a raczej co przygotuje mu Kobieta, układając stosiki ubrań wedle własnych upodobań). 

Niestety, prawdziwe kobiety to istoty niezwykle skomplikowane. Podjęcie prostej decyzji musi przejść skomplikowany proces logiczny, bo przecież co nie rodzi się w bólach, nie pomieści w sobie nadmiaru treści (piękno, elegancja, urok, inteligencja – zależne od tego, co Kobieta chciałaby w danym momencie zasygnalizować światu). Niestety, zawsze przychodzi taki moment, gdy trzeba te szafki poukładać (dramatyczne wybory pociągają za sobą nieuniknione wędrówki ubrań). Pierwsza grupka – ubrania, w których się nie chodzi. Druga – te rzadko noszone. Trzecia – domowe. Czwarta – fajne. Piąta – ulubione. Szósta – do założenia w najbliższym czasie. Dochodzi do spektakularnych odkryć – zaginione bluzki, zapomniane spodnie, nieznane sweterki: skąd się to bierze? 

Jednak problem pozostaje aktualny – Kobieta nie ma się w co ubrać. W tym samym czasie Mężczyzna Idealny wyciąga pierwszą lepszą koszulkę, promienieje dumą z umiejętności podjęcia szybkiej decyzji. Może i Kobieta nie ma co na siebie włożyć, ale za to dyskretnie się uśmiecha – to w końcu ona po cichu ubiera Mężczyznę Idealnego. Gdyby wszystko było tak proste…

niedziela, 8 lipca 2012

Spostrzegawczość


Dzisiejszy dzień zaczął się właściwie wczoraj. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że trwa już od miesiąca. Zwalniam się godzinę z pracy i powoli, choć z galopującym tętnem, zbliżam się do miejsca docelowego. Nogi z waty, pustka w głowie, dusza na ramieniu. Już na wejściu witają mnie uśmiechnięte kobietki, dość specyficzna mieszanka mordercy i ofiary w jednym. Zaczynamy ceremonię.

Dokładnie wiem, jaką fryzurę chciałabym uzyskać. Problem w tym, że fryzjer również. Idee zderzają się, mieszają, walczą, aż w końcu w wielkich bólach rodzi się Wspólna Koncepcja. Właśnie tworzy się mój indywidualny system identyfikacji wizualnej, zwanych przez osoby niewtajemniczone nowym uczesaniem. Artysta z pełnym poświęceniem właściwym każdemu artyście kreuje mój nowy wizerunek. Mycie, masaż, spinanie, zaczesywanie, podcinanie, stylizacja, ostateczne dopieszczanie klienta, który musi się poczuć najważniejszy i jedyny w swoim rodzaju. Po godzinie intensywnej współpracy miecze i tarcze zostają odłożone. Na miękkich nogach mogę wstać i podziwiać nową fryzurę – z przodu, z tyłu, po bokach, ewentualne ostatnie poprawki. Udało się! Dwa centymetry mniej na głowie i 100 zł mniej w kieszeni, ale opłacało się – wyglądam świetnie. Sama Afrodyta przy mnie skromnie spuszcza głowę. 

Promienieję całą drogę do domu. Już dawno zapomniałam o miesiącu przemyśleń, lęków, obmyślania planów zbrodni doskonałej na bogu ducha winnym fryzjerze i najbardziej spektakularnego z możliwych sposobów na popełnienie samobójstwa. Promienieję, wchodząc do domu, zdejmując buty, witając się z Kotem. Promienieję, patrząc w oczy Mężczyzny Idealnego. Widząc moje nastawienie, Mężczyzna Idealny zaczyna się domyślać, że powinien coś powiedzieć. Wie, że nie może się spóźnić, a ewentualne milczenie spotka się z brutalną zemstą w postaci nieśmiertelnego kobiecego focha. Mężczyzna Idealny patrzy więc z pełnym uznaniem, właściwie odczytując blask bijący od wejścia. Dumny z siebie, przepełniony jasnością, która pada również na maluczkich tego świata, szybko chwali:

- Nowa bluzka? Świetnie pasuje do kolczyków!

Mężczyzna Idealny wie już, że popełnił błąd. Blask znika. Cisza. Wie, że naprawdę lepiej byłoby, gdyby się odezwał. Stara się ratować ze wszystkich sił:

- Piękne buty....

Nastaje milczenie. Wiadomo już, kto przez najbliższe dni będzie sprzątał i gotował.

środa, 4 lipca 2012

Zaburzenia


1:30. Godzina święta, która w każdej kulturze powinna być uważana za daninę z rozkoszą złożoną Hypnosowi. Oczywiście, zdarzają się od tej reguły szczęśliwe wyjątki. Trudno sklasyfikować dzisiejszy przypadek. Obudziła mnie burza.

Burze lubię. Coś się dzieje, grzmi, huczy, szarpie światem, unosi niebo w porywach i poświstach. Lubię zapadający półmrok, szklankę herbaty gorącej, książkę dobrą, Kota mruczącego na kolanach i Mężczyznę Idealnego pod ręką. Oczywiście, lubię to wszystko przeżywać w warunkach cywilizowanych, ponieważ jak każdy wrażliwy intelektualista wzruszają mnie rzeczy banalne i oczywiste, co staram się skrzętnie ukryć przed otoczeniem. Jak każdy wrażliwy intelektualista jestem też leniem i naturę lubię w wersji ułagodzonej uprzednio przez kulturę.

Przyznaję jednak, że dzisiejsza burza zaburzyła nieco moje codzienne przekonania. Po lekkim przerażeniu wywołanym co bardziej gromkim hukiem zabrałam rzeczy z balkonu, zamknęłam okna i, oczywiście, przestało mi się chcieć spać. Niestety, Mężczyzna Idealny nie mógł tego zrozumieć. Nawet jeśli obudziły go gromy i błyskawice, nie dał tego po sobie poznać. Jego typowo męska postawa sygnalizowała, że żadnych rozczuleń nie będzie. A już z pewnością nie rozmów w środku nocy, którą Mężczyzna Idealny postanowił spędzić iście po męsku, śpiąc. Zero podziwiania błyskawic, kulenia się od huku grzmotów i opowiadania banałów, jak mocno deszcz pada, a wiatr jaki silny. Gdyby zalegające na balkonie pranie zależało od Mężczyzny Idealnego, najpierw by zostało dokumentnie przemoczone, a potem porwałby je wiatr – w malowniczą siną dal, jak nakazuje konwencja (co z tego, że mokre ubrania są zbyt ciężkie, nawet przyroda musi się czasem dostosować). Co tam pranie – cały świat mógłby się walić, ale nie pobudziłby Mężczyzny Idealnego do działania. Na nieśmiałe próby wyprowadzenia go z objęć Morfeusza (a przecież mógłby w tym czasie poczuć się tak męsko, tuląc biedną Kobietę) zdały się na nic. Na wszystkie pytania padała jednoznaczna odpowiedź:
-        Śpisz?
-        Śpię.
-        …
-        Porozmawiamy?
-        Nie.
-        …
-        Słyszałeś ten huk?
-        Um (odpowiedź niezrozumiała).

Na tym froncie niewiele dało się zrobić, więc trzeba było pójść do Kota. Niestety, książę na wysokościach nie zamierzał w ogóle zareagować jak typowy, przestraszony puszek. Zamiast przyjść do mnie, słodko mruczeć i pozwolić się głaskać, Kot – też mężczyzna – wybrał sen i nie zamierzał łatwo poddać się moim potrzebom. Zasadniczo nie zamierzał w ogóle się poddać. Kot, podobnie jak Mężczyzna Idealny, ma zasady – a sen traktuje szczególnie poważnie. Nie ma taryfy ulgowej.

Tak więc zostałam z burzą sam na sam. Odechciało mi się bać, skoro nie ma nikogo, kto by pozwolił mi poczuć się kobieco. Wróciłam do łóżka, przytuliłam się do Mężczyzny Idealnego i zasnęłam. 

wtorek, 3 lipca 2012

Apel do mężczyzn


Jak wyprowadzić kobietę z równowagi? Wiele nie trzeba. Łatwiej byłoby wymienić sposoby, które pozwalają utrzymać wybrankę w ryzach jej szalonego temperamentu. Choć po prawdzie, jako kobieta (a przynajmniej osoba pretendująca od czasu do czasu do tego miana) zdaję sobie sprawę, że wszystkie te sposoby funta kłaków są warte, by nie powiedzieć czegoś mocniejszego.

Co jest najbardziej irytujące w mężczyznach? Różnorodność odpowiedzi może wynikać z fazy miesiąca, ale mnie osobiście chyba najbardziej męczy nieporadność. No bo jak można być tak niedomyślnym? „Wszystko w porządku”, ten najczęściej słyszany zwrot, oznacza ni mniej, ni więcej tylko: mężczyzno drogi, coś zepsułeś. Jest źle, a będzie jeszcze gorzej.

Trudno jest racjonalnie wyjaśnić, czemu mężczyźni po otrzymaniu takiej odpowiedzi uważają, że mogą ze spokojem wrócić do wykonywanych uprzednio obowiązków (telewizor / komputer – niepotrzebne skreślić), gorliwie pomagając sobie piwem. Każdy człowiek posiadający choć odrobinę instynktu samozachowawczego powinien przygotować się na prawdziwą walkę, która może zakończyć się w tylko jeden słuszny sposób – przegraną. Mężczyzno drogi, jeśli jeszcze nie zdążyłeś uciec, marny twój los. Spotka cię teraz sroga kara. Za co? A czy to ważne? Prawdopodobnie za to, że coś zrobiłeś (lub co gorsza – czegoś nie zrobiłeś), coś powiedziałeś (bądź nie), gdzieś się spojrzałeś (lub na kogoś), nie zauważyłeś nowych kolczyków, nie nakarmiłeś Kota, nie otworzyłeś drzwi, nie przywitałeś się, a nawet – za głośno oddychasz (tak, to też się zdarza). Drodzy panowie, czy naprawdę nie moglibyście się bardziej starać?

Kobieta, aby być szczęśliwą, musi czuć się doceniana. A wręcz – adorowana. Musi wiedzieć, że jest najważniejsza, że jest gwiazdką z nieba. Oczywiście, nie gwarantuje to szczęśliwego pożycia małżeńskiego, ale przynajmniej – widać, że się staracie. Lub usiłujecie się starać.

Nie jest łatwo. I nie będzie. Lepiej więc nie ignorujcie swoich partnerek / narzeczonych / żon. Reagujcie, gdy kobieta milczeniem daje Wam do zrozumienia, że popełniliście największą zbrodnię na domowym pożyciu – np. brak zmytych naczyń. Działajcie natychmiast, gdy usłyszycie, że „wszystko jest w porządku”. Nie narażajcie się – jesteście zbyt cenni, by mogło was zabraknąć!