Do popkultury podchodziła z dystansem tak dużym, że śmiało można by zaryzykować stwierdzenie, że omijała ją szerokim łukiem. Początkowo było to spowodowane głębokim zaufaniem do własnego gustu i silną potrzebą odcięcia się od opinii ogółu. Innymi słowy: chciała się wyróżniać. Z biegiem lat jej podejście ewoluowało: czuła się komfortowo, posiadając z góry określone i z definicji niezmienne poglądy. Lenistwo umysłowe sprawiało, że umocniła się we własnych poglądach niczym król na swoich włościach. Gdy tylko mały promyk nowości próbował przedrzeć się przez pancerz jej opinii, sądów i mniemań, reagowała alergicznie i odruchowo, warcząc przy tym mentalnie: moje, nie oddam!
Jakże się więc zdziwiła, gdy zafarbowała swoje (piękne, zadbane, oryginalne – wymieniać można by długo) blond włosy... właśnie na blond. Zdziwienie otoczenia było niczym w porównaniu z jej wewnętrznym szokiem, z którego tygodniami* nie potrafiła się otrząsnąć.
Swoją decyzją (podobno świadomą, choć nie potrafiła sobie przypomnieć żadnych przemyśleń z tego okresu) włączyła się w dogłębnie znienawidzony nurt masowości. Stała się częścią popkultury – i to w jej najgorszym wydaniu. Została True Blond, ucieleśnionym horrorem każdego intelektualisty. Stała się jedną z wielu.
Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, że zaczęła się sobie podobać.
*lekka przesada
Jeżeli zaczęłaś się sobie podobać to żądam przeprosin za powątpiewanie w moje komplementa!!!
OdpowiedzUsuńfikcja literacka rządzi się swoimi prawami ;)
OdpowiedzUsuńa czym blond godzi w wysublimowane gusta wspomnianych intelektualistów? :) niech się Izolda nie waży przemalowywać na rudo, by ich nie straszyć. blond to już nie tylko pop. to też elegancja albo lekkość, młodość i w ogóle. enjoy :)
OdpowiedzUsuńno fakt, rudy stał się ostatnio wszechobecnym znacznikiem oryginalności w ilościach hurtowych.
OdpowiedzUsuńpop sam w sobie nie jest taki zły, jak zawsze zależy, na co się trafi.