środa, 4 lipca 2012

Zaburzenia


1:30. Godzina święta, która w każdej kulturze powinna być uważana za daninę z rozkoszą złożoną Hypnosowi. Oczywiście, zdarzają się od tej reguły szczęśliwe wyjątki. Trudno sklasyfikować dzisiejszy przypadek. Obudziła mnie burza.

Burze lubię. Coś się dzieje, grzmi, huczy, szarpie światem, unosi niebo w porywach i poświstach. Lubię zapadający półmrok, szklankę herbaty gorącej, książkę dobrą, Kota mruczącego na kolanach i Mężczyznę Idealnego pod ręką. Oczywiście, lubię to wszystko przeżywać w warunkach cywilizowanych, ponieważ jak każdy wrażliwy intelektualista wzruszają mnie rzeczy banalne i oczywiste, co staram się skrzętnie ukryć przed otoczeniem. Jak każdy wrażliwy intelektualista jestem też leniem i naturę lubię w wersji ułagodzonej uprzednio przez kulturę.

Przyznaję jednak, że dzisiejsza burza zaburzyła nieco moje codzienne przekonania. Po lekkim przerażeniu wywołanym co bardziej gromkim hukiem zabrałam rzeczy z balkonu, zamknęłam okna i, oczywiście, przestało mi się chcieć spać. Niestety, Mężczyzna Idealny nie mógł tego zrozumieć. Nawet jeśli obudziły go gromy i błyskawice, nie dał tego po sobie poznać. Jego typowo męska postawa sygnalizowała, że żadnych rozczuleń nie będzie. A już z pewnością nie rozmów w środku nocy, którą Mężczyzna Idealny postanowił spędzić iście po męsku, śpiąc. Zero podziwiania błyskawic, kulenia się od huku grzmotów i opowiadania banałów, jak mocno deszcz pada, a wiatr jaki silny. Gdyby zalegające na balkonie pranie zależało od Mężczyzny Idealnego, najpierw by zostało dokumentnie przemoczone, a potem porwałby je wiatr – w malowniczą siną dal, jak nakazuje konwencja (co z tego, że mokre ubrania są zbyt ciężkie, nawet przyroda musi się czasem dostosować). Co tam pranie – cały świat mógłby się walić, ale nie pobudziłby Mężczyzny Idealnego do działania. Na nieśmiałe próby wyprowadzenia go z objęć Morfeusza (a przecież mógłby w tym czasie poczuć się tak męsko, tuląc biedną Kobietę) zdały się na nic. Na wszystkie pytania padała jednoznaczna odpowiedź:
-        Śpisz?
-        Śpię.
-        …
-        Porozmawiamy?
-        Nie.
-        …
-        Słyszałeś ten huk?
-        Um (odpowiedź niezrozumiała).

Na tym froncie niewiele dało się zrobić, więc trzeba było pójść do Kota. Niestety, książę na wysokościach nie zamierzał w ogóle zareagować jak typowy, przestraszony puszek. Zamiast przyjść do mnie, słodko mruczeć i pozwolić się głaskać, Kot – też mężczyzna – wybrał sen i nie zamierzał łatwo poddać się moim potrzebom. Zasadniczo nie zamierzał w ogóle się poddać. Kot, podobnie jak Mężczyzna Idealny, ma zasady – a sen traktuje szczególnie poważnie. Nie ma taryfy ulgowej.

Tak więc zostałam z burzą sam na sam. Odechciało mi się bać, skoro nie ma nikogo, kto by pozwolił mi poczuć się kobieco. Wróciłam do łóżka, przytuliłam się do Mężczyzny Idealnego i zasnęłam. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Wszystkie prace znajdujące się na tej stronie są objęte prawami autorskimi. Jakiekolwiek ich wykorzystanie wymaga zgody autora.