Jazda komunikacją miejską była niczym pokonywanie niezliczonych trudów, które stawały na drodze do szczęścia. Jednak w przeciwieństwie do bajki, droga przez ciernie nie była nagradzana żadnym królestwem. Nie dodawano nawet nagrody pocieszenia w postaci księżniczki. Mimo wszystko pasażerowie zdawali się być zadowoleni z takiego stanu rzeczy.
Nawet Prawdziwa Kobieta musiała czasem korzystać z legendarnej w pewnych kręgach komunikacji miejskiej. Dawno już nie miała do czynienia z autobusami - do tej pory korzystała z roweru, który był jej jedynym łącznikiem z szeroko pojętym wysiłkiem fizycznym. Czasem też zmieniała się w Kubicę szos, starannie szlifując swój oryginalny sposób jazdy. Zapominała powoli, że istnieją inne sposoby na dotarcie do Celu.
Jak mówi starożytne polskie przysłowie, kto chce wypić, wybiera mpk. Zazwyczaj sporej dawki adrenaliny dostarczała jej sama droga i związane z nią niebezpieczeństwa (do których sama niechlubnie się zaliczała). Teraz z niechęcią powlokła się na najbliższy przystanek.
Autobus krył w sobie wiele tajemnic. Każdy ze współpasażerów miał własną historię, której to Kobieta poznawać nie chciała. Wcisnęła się w siedzenie, założyła okulary i słuchawki, starając się przy tym wtopić w tło. Niestety, dźwięki i widoki przenikały ją ze wszystkich stron. Dowiedziała się o problemach żołądkowych starszego pana, posłuchała muzyki z komórki młodzieży spod okna i prawie zwymiotowała, zobaczywszy kobietę obcinającą cążkami paznokcie. Pełen folklor. Gdy autobus dobrnął szczęśliwie do właściwego przystanku, była naprawdę wdzięczna – bogom, losowi i kierowcy, że to już koniec. Zaprawdę powiadam wam, czuła się ukontentowana.