piątek, 28 września 2012

Spotkanie


Spotkanie Prawdziwych Kobiet jest spektakularne niczym narodziny supernowej. To starcie odmiennych osobowości, różnorodnych punktów widzenia i odrębnych poglądów na życie. To prawdziwe pole walki, które pozwala odsiać ziarno od plew, oryginalność od bylejakości, ego od ego.

Prawdziwe Kobiety rozmawiają ze sobą wyłącznie na poważne tematy. Zaczynają od ogólnych zagadnień dotyczących kondycji człowieka we współczesnym świecie („Widziałaś, w co ona się ubrała?”). Z upływem czasu poruszane zagadnienia szlachetnieją – rozmawiają o sprawach ducha („nic mi się nie chce, brakuje mi celu w życiu”) i ciała („jestem taaaaaka gruba”), zajadając się przy tym wyszukanymi potrawami (zasłona milczenia spuszczona). Kończą zaś problematyką najwyższej wagi, zahaczając o pytania transcendentalne („dlaczego życie jest takie niesprawiedliwe?”). Usatysfakcjonowane podjętym wysiłkiem intelektualnym i emocjonalnym mogą się w spokoju rozejść, zaspokajając tym samym wyższe potrzeby kontaktu psychicznego („dobrze cię było znów zobaczyć”). 

Aż do następnego razu.

czwartek, 20 września 2012

Drogi Pamiętniczku!


Drogi Pamiętniczku (spoufalała się Prawdziwa Kobieta), świat jest taki zły i niesprawiedliwy. Wszyscy się gdzieś śpieszą – do domu, do rodziny, do zabawy – a ja czuję, że się gdzieś zatrzymałam (wyobrażała sobie własne wyobcowanie wśród siedmiu miliardów ludzi). Niestety, najgorsze jest to, że spodobał mi się ten stan i nie zamierzam go zmieniać. Kochany Dzienniczku (dramatyzowała), Ty jeden wiesz, jak straszliwie potrafię być uparta, jak mój silny i wyrazisty charakter działa autodestrukcyjnie (wspinała się na wyżyny cierpienia – sam Werter pozazdrościłby jej problemów). Co pozostało z moich marzeń i snów o nowym, lepszym jutrze? Wszak już Piłsudski z Wawelu krzyczał do mnie przez wieki, że „bramy przepastne śmierci dla niektórych ludzi nie istnieją” (wzdychała, marząc o nieśmiertelności ducha). Miałam być olbrzymem mentalnym, nie ironizującym z kąta karłem! (wznosiła oskarżycielsko palec w stronę nieba wypełnionego pustką kosmiczną, dyskretnie racząc się komplementem). Cóż to za straszliwe poczucie niespełnienia, cóż za wątpliwości egzystencjalne mną targają (z prawdziwą dumą pławiła się w domniemanych problemach)? Pamiętniczku mój, kim zostanę, jak już będę dorosła (zakończyła efektownie)?
Twoja na zawsze – PK.

Zawsze wiedziała, że chce być Kimś Wielkim. Wzrost ją zawiódł już na wczesnym etapie dorastania, pozostała więc jedynie potęga ducha. Wysiłek duchowej przemiany został podjęty. Naciągając definicję, można stwierdzić, że wciąż trwa.  

czwartek, 13 września 2012

Głębia niezrozumienia


- ...bo jeśli dalej będziemy iść tą drogą, to ona może niespodziewanie skręcić, co doprowadzi nasz dwuosobowy team na bezdroża pełne wzajemnego niezrozumienia i morze problemów, w których się potopimy. W końcu żadne z nas nie umie pływać. 

Tym błyskotliwym akcentem Kobieta z ulgą i prawdziwą dumą zakończyła wywód nt. Niezwykle Ważnych Spraw (w wersji deluxe: z Życia Wziętych). Z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku patrzyła na Mężczyznę Idealnego, oczekując, aż ten raczy się ustosunkować do jej (jakże świetnej pod względem kompozycji i logiki) wypowiedzi. Można powiedzieć, że czekała, aż przyzna jej rację.

Tymczasem mina Mężczyzny Idealnego wyrażała wszystko poza zrozumieniem. Nie, nie uchwycił istoty rzeczy. Tak naprawdę nie wiedział nawet, o czym Kobieta mówi. Najgorsze, że jej długie i pełne zawiłości wyjaśnienie, zamiast naprowadzić go na jakikolwiek trop, zaciemniło obraz sytuacji. Tak naprawdę zarejestrował tylko dwa słowa: niezrozumienie i problemy. To połączenie nie mogło znaczyć nic dobrego. A gdy padało tuż przed snem, wiedział, że noc nie będzie należała do łatwych.

- To co chciałaś mi powiedzieć? – spytał, uśmiechając się niewinnie. Wiedział, że tym samym coraz bardziej pogrąża się w odmętach grzechów, których nie popełnił. 

No tak, znowu zapomniała, że ich logika różni się od siebie diametralnie. Wydawało jej się, że lepiej nie da się tego ująć. Skupiła całą swoją moc, by spojrzeć na świat trzeźwym, Mężczyźnianym spojrzeniem. Padły wiekopomne słowa:

- Dawno już nigdzie nie wychodziliśmy, może pójdziemy na piwo?

poniedziałek, 10 września 2012

True Blond


Do popkultury podchodziła z dystansem tak dużym, że śmiało można by zaryzykować stwierdzenie, że omijała ją szerokim łukiem. Początkowo było to spowodowane głębokim zaufaniem do własnego gustu i silną potrzebą odcięcia się od opinii ogółu. Innymi słowy: chciała się wyróżniać. Z biegiem lat jej podejście ewoluowało: czuła się komfortowo, posiadając z góry określone i z definicji niezmienne poglądy. Lenistwo umysłowe sprawiało, że umocniła się we własnych poglądach niczym król na swoich włościach. Gdy tylko mały promyk nowości próbował przedrzeć się przez pancerz jej opinii, sądów i mniemań, reagowała alergicznie i odruchowo, warcząc przy tym mentalnie: moje, nie oddam!

Jakże się więc zdziwiła, gdy zafarbowała swoje (piękne, zadbane, oryginalne – wymieniać można by długo) blond włosy... właśnie na blond. Zdziwienie otoczenia było niczym w porównaniu z jej wewnętrznym szokiem, z którego tygodniami* nie potrafiła się otrząsnąć. 

Swoją decyzją (podobno świadomą, choć nie potrafiła sobie przypomnieć żadnych przemyśleń z tego okresu) włączyła się w dogłębnie znienawidzony nurt masowości. Stała się częścią popkultury – i to w jej najgorszym wydaniu. Została True Blond, ucieleśnionym horrorem każdego intelektualisty. Stała się jedną z wielu.

Najgorsze w tym wszystkim było jednak to, że zaczęła się sobie podobać.

*lekka przesada