czwartek, 26 lipca 2012

Powrót na włości

Powrót na włości jej królewskiej mości nie obył się bez standardowych problemów. Aby uniknąć męczącej drogi wiodącej na 3 piętro z rowerem na karku, Kobieta wchodzi do sklepu, by kupić parę drobiazgów. W końcu jak ma wejść z rowerem i z zakupami? Wzdychając ciężko, dzwoni po Mężczyznę Idealnego, który z radością na twarzy powinien zbiec, by pomóc damie w potrzebie. Radość rzeczywiście widnieje, jednak tuż za nią podąża cięta riposta. Kobieta unosi się honorem, przekazuje zakupy i sama wnosi rower. Zazwyczaj droga wymaga trzech przystanków, ale w tym przypadku nie można sobie pozwolić na żadną słabość. Przecież potrafi. A chciała tylko pozwolić wykazać się Mężczyźnie Idealnemu. Już ona mu pokaże. 

Być Kobietą to prawdziwa sztuka w dzisiejszych - pełnych zażartego feminizmu - czasach. Nie dać się złapać w szpony wyzwolenia, narzekania na mężczyzn i całowania po rączkach (skądinąd pięknych). Udowadniać siebie i otoczenie, że jest się co najmniej równie silnym, co męscy osobnicy wokół. A przy tym w głębi ducha hołdować przekonaniu, że Kobieta powinna być pełna wdzięku, uroku i słodyczy (a także paradoksów). Niestety, z tym ostatnim jest właśnie najtrudniej (nie, nie z paradoksami, te się mają aż za dobrze). Dlatego wojującym feministkom serdecznie dziękujemy.

Gdzieś w tle Mężczyzna Idealny walczy o względy i uwagę Kota. Kot walczy o wolność i godność. Kobieta walczy o satysfakcję i zrozumienie (a także ze zmęczeniem po wnoszeniu roweru). Jedyną osobą, która wygra ten zażarty bój, będzie oczywiście Kot.


niedziela, 15 lipca 2012

Dramaty


Codziennie wieczorem ma miejsce prawdziwy dramat. Kobieta nie ma się w co ubrać. Otwiera przeładowaną szafę, ogląda wieszaki (na każdym wisi minimum 5 sztuk odzieży), przeszukuje półki, by autorytatywnie stwierdzić, że zdecydowanie nie ma co na siebie włożyć. Zaczyna się przekopywanie otchłani szaf, przekładanie ubrań z miejsca na miejsce, czego skutkiem są powiększające się z każdą chwilą zagniecenia. W końcu zniechęcona wybiera to, co zawsze, swój standardowy zestaw nr 5/15/50 (niepotrzebne skreślić).

Efektem tych działań są sterty zalegających ubrań, które szczelnie zapobiegają zamknięciu drzwiczek. Na drugim biegunie pokoju lokują się szafki z ubraniami Mężczyzny Idealnego, które emanują nieprzyzwoitym wręcz ascetyzmem. Nic nie wystaje, wszystko się domyka, rzeczy nie są nawet za bardzo pogniecione. Zresztą nawet gdyby były, Mężczyzna Idealny ma twarde zasady – ubrań się nie prasuje, to zmiększa człowieka, przyzwyczaja go do zbędnego luksusu. Prawdziwy mężczyzna nie wybrzydza, bierze, co leci (a raczej co przygotuje mu Kobieta, układając stosiki ubrań wedle własnych upodobań). 

Niestety, prawdziwe kobiety to istoty niezwykle skomplikowane. Podjęcie prostej decyzji musi przejść skomplikowany proces logiczny, bo przecież co nie rodzi się w bólach, nie pomieści w sobie nadmiaru treści (piękno, elegancja, urok, inteligencja – zależne od tego, co Kobieta chciałaby w danym momencie zasygnalizować światu). Niestety, zawsze przychodzi taki moment, gdy trzeba te szafki poukładać (dramatyczne wybory pociągają za sobą nieuniknione wędrówki ubrań). Pierwsza grupka – ubrania, w których się nie chodzi. Druga – te rzadko noszone. Trzecia – domowe. Czwarta – fajne. Piąta – ulubione. Szósta – do założenia w najbliższym czasie. Dochodzi do spektakularnych odkryć – zaginione bluzki, zapomniane spodnie, nieznane sweterki: skąd się to bierze? 

Jednak problem pozostaje aktualny – Kobieta nie ma się w co ubrać. W tym samym czasie Mężczyzna Idealny wyciąga pierwszą lepszą koszulkę, promienieje dumą z umiejętności podjęcia szybkiej decyzji. Może i Kobieta nie ma co na siebie włożyć, ale za to dyskretnie się uśmiecha – to w końcu ona po cichu ubiera Mężczyznę Idealnego. Gdyby wszystko było tak proste…

niedziela, 8 lipca 2012

Spostrzegawczość


Dzisiejszy dzień zaczął się właściwie wczoraj. Można wręcz zaryzykować stwierdzenie, że trwa już od miesiąca. Zwalniam się godzinę z pracy i powoli, choć z galopującym tętnem, zbliżam się do miejsca docelowego. Nogi z waty, pustka w głowie, dusza na ramieniu. Już na wejściu witają mnie uśmiechnięte kobietki, dość specyficzna mieszanka mordercy i ofiary w jednym. Zaczynamy ceremonię.

Dokładnie wiem, jaką fryzurę chciałabym uzyskać. Problem w tym, że fryzjer również. Idee zderzają się, mieszają, walczą, aż w końcu w wielkich bólach rodzi się Wspólna Koncepcja. Właśnie tworzy się mój indywidualny system identyfikacji wizualnej, zwanych przez osoby niewtajemniczone nowym uczesaniem. Artysta z pełnym poświęceniem właściwym każdemu artyście kreuje mój nowy wizerunek. Mycie, masaż, spinanie, zaczesywanie, podcinanie, stylizacja, ostateczne dopieszczanie klienta, który musi się poczuć najważniejszy i jedyny w swoim rodzaju. Po godzinie intensywnej współpracy miecze i tarcze zostają odłożone. Na miękkich nogach mogę wstać i podziwiać nową fryzurę – z przodu, z tyłu, po bokach, ewentualne ostatnie poprawki. Udało się! Dwa centymetry mniej na głowie i 100 zł mniej w kieszeni, ale opłacało się – wyglądam świetnie. Sama Afrodyta przy mnie skromnie spuszcza głowę. 

Promienieję całą drogę do domu. Już dawno zapomniałam o miesiącu przemyśleń, lęków, obmyślania planów zbrodni doskonałej na bogu ducha winnym fryzjerze i najbardziej spektakularnego z możliwych sposobów na popełnienie samobójstwa. Promienieję, wchodząc do domu, zdejmując buty, witając się z Kotem. Promienieję, patrząc w oczy Mężczyzny Idealnego. Widząc moje nastawienie, Mężczyzna Idealny zaczyna się domyślać, że powinien coś powiedzieć. Wie, że nie może się spóźnić, a ewentualne milczenie spotka się z brutalną zemstą w postaci nieśmiertelnego kobiecego focha. Mężczyzna Idealny patrzy więc z pełnym uznaniem, właściwie odczytując blask bijący od wejścia. Dumny z siebie, przepełniony jasnością, która pada również na maluczkich tego świata, szybko chwali:

- Nowa bluzka? Świetnie pasuje do kolczyków!

Mężczyzna Idealny wie już, że popełnił błąd. Blask znika. Cisza. Wie, że naprawdę lepiej byłoby, gdyby się odezwał. Stara się ratować ze wszystkich sił:

- Piękne buty....

Nastaje milczenie. Wiadomo już, kto przez najbliższe dni będzie sprzątał i gotował.

środa, 4 lipca 2012

Zaburzenia


1:30. Godzina święta, która w każdej kulturze powinna być uważana za daninę z rozkoszą złożoną Hypnosowi. Oczywiście, zdarzają się od tej reguły szczęśliwe wyjątki. Trudno sklasyfikować dzisiejszy przypadek. Obudziła mnie burza.

Burze lubię. Coś się dzieje, grzmi, huczy, szarpie światem, unosi niebo w porywach i poświstach. Lubię zapadający półmrok, szklankę herbaty gorącej, książkę dobrą, Kota mruczącego na kolanach i Mężczyznę Idealnego pod ręką. Oczywiście, lubię to wszystko przeżywać w warunkach cywilizowanych, ponieważ jak każdy wrażliwy intelektualista wzruszają mnie rzeczy banalne i oczywiste, co staram się skrzętnie ukryć przed otoczeniem. Jak każdy wrażliwy intelektualista jestem też leniem i naturę lubię w wersji ułagodzonej uprzednio przez kulturę.

Przyznaję jednak, że dzisiejsza burza zaburzyła nieco moje codzienne przekonania. Po lekkim przerażeniu wywołanym co bardziej gromkim hukiem zabrałam rzeczy z balkonu, zamknęłam okna i, oczywiście, przestało mi się chcieć spać. Niestety, Mężczyzna Idealny nie mógł tego zrozumieć. Nawet jeśli obudziły go gromy i błyskawice, nie dał tego po sobie poznać. Jego typowo męska postawa sygnalizowała, że żadnych rozczuleń nie będzie. A już z pewnością nie rozmów w środku nocy, którą Mężczyzna Idealny postanowił spędzić iście po męsku, śpiąc. Zero podziwiania błyskawic, kulenia się od huku grzmotów i opowiadania banałów, jak mocno deszcz pada, a wiatr jaki silny. Gdyby zalegające na balkonie pranie zależało od Mężczyzny Idealnego, najpierw by zostało dokumentnie przemoczone, a potem porwałby je wiatr – w malowniczą siną dal, jak nakazuje konwencja (co z tego, że mokre ubrania są zbyt ciężkie, nawet przyroda musi się czasem dostosować). Co tam pranie – cały świat mógłby się walić, ale nie pobudziłby Mężczyzny Idealnego do działania. Na nieśmiałe próby wyprowadzenia go z objęć Morfeusza (a przecież mógłby w tym czasie poczuć się tak męsko, tuląc biedną Kobietę) zdały się na nic. Na wszystkie pytania padała jednoznaczna odpowiedź:
-        Śpisz?
-        Śpię.
-        …
-        Porozmawiamy?
-        Nie.
-        …
-        Słyszałeś ten huk?
-        Um (odpowiedź niezrozumiała).

Na tym froncie niewiele dało się zrobić, więc trzeba było pójść do Kota. Niestety, książę na wysokościach nie zamierzał w ogóle zareagować jak typowy, przestraszony puszek. Zamiast przyjść do mnie, słodko mruczeć i pozwolić się głaskać, Kot – też mężczyzna – wybrał sen i nie zamierzał łatwo poddać się moim potrzebom. Zasadniczo nie zamierzał w ogóle się poddać. Kot, podobnie jak Mężczyzna Idealny, ma zasady – a sen traktuje szczególnie poważnie. Nie ma taryfy ulgowej.

Tak więc zostałam z burzą sam na sam. Odechciało mi się bać, skoro nie ma nikogo, kto by pozwolił mi poczuć się kobieco. Wróciłam do łóżka, przytuliłam się do Mężczyzny Idealnego i zasnęłam. 

wtorek, 3 lipca 2012

Apel do mężczyzn


Jak wyprowadzić kobietę z równowagi? Wiele nie trzeba. Łatwiej byłoby wymienić sposoby, które pozwalają utrzymać wybrankę w ryzach jej szalonego temperamentu. Choć po prawdzie, jako kobieta (a przynajmniej osoba pretendująca od czasu do czasu do tego miana) zdaję sobie sprawę, że wszystkie te sposoby funta kłaków są warte, by nie powiedzieć czegoś mocniejszego.

Co jest najbardziej irytujące w mężczyznach? Różnorodność odpowiedzi może wynikać z fazy miesiąca, ale mnie osobiście chyba najbardziej męczy nieporadność. No bo jak można być tak niedomyślnym? „Wszystko w porządku”, ten najczęściej słyszany zwrot, oznacza ni mniej, ni więcej tylko: mężczyzno drogi, coś zepsułeś. Jest źle, a będzie jeszcze gorzej.

Trudno jest racjonalnie wyjaśnić, czemu mężczyźni po otrzymaniu takiej odpowiedzi uważają, że mogą ze spokojem wrócić do wykonywanych uprzednio obowiązków (telewizor / komputer – niepotrzebne skreślić), gorliwie pomagając sobie piwem. Każdy człowiek posiadający choć odrobinę instynktu samozachowawczego powinien przygotować się na prawdziwą walkę, która może zakończyć się w tylko jeden słuszny sposób – przegraną. Mężczyzno drogi, jeśli jeszcze nie zdążyłeś uciec, marny twój los. Spotka cię teraz sroga kara. Za co? A czy to ważne? Prawdopodobnie za to, że coś zrobiłeś (lub co gorsza – czegoś nie zrobiłeś), coś powiedziałeś (bądź nie), gdzieś się spojrzałeś (lub na kogoś), nie zauważyłeś nowych kolczyków, nie nakarmiłeś Kota, nie otworzyłeś drzwi, nie przywitałeś się, a nawet – za głośno oddychasz (tak, to też się zdarza). Drodzy panowie, czy naprawdę nie moglibyście się bardziej starać?

Kobieta, aby być szczęśliwą, musi czuć się doceniana. A wręcz – adorowana. Musi wiedzieć, że jest najważniejsza, że jest gwiazdką z nieba. Oczywiście, nie gwarantuje to szczęśliwego pożycia małżeńskiego, ale przynajmniej – widać, że się staracie. Lub usiłujecie się starać.

Nie jest łatwo. I nie będzie. Lepiej więc nie ignorujcie swoich partnerek / narzeczonych / żon. Reagujcie, gdy kobieta milczeniem daje Wam do zrozumienia, że popełniliście największą zbrodnię na domowym pożyciu – np. brak zmytych naczyń. Działajcie natychmiast, gdy usłyszycie, że „wszystko jest w porządku”. Nie narażajcie się – jesteście zbyt cenni, by mogło was zabraknąć!