Dzień rozpoczął się idealnie – wyspana i najedzona wygrzewała się w promieniach lampy pokojowej. Było jej tak dobrze i syto, że zaczynała się powoli nudzić. Gdy już skończyła wodzić oczami po ścianie, szukając dziury w całym, znalazła swój cel, lubego o niewinnym spojrzeniu. Jako osoba doświadczona wiedziała, że ofiarę trzeba czymś zaintrygować, by następnie z całą bezwzględnością zawłaszczyć sobie jej uwagę (smaczek dla fanów Tolkiena: i w ciemności związać).
- Porozmawiamy o kocie? – zaczęła niewinnie. Dyskretnie zerknęła na Pana Kocura bezpiecznie obserwującego zza szyby świat tak jakby ten należał do niego. Nie bez powodu miał go w końcu u swych stóp.
- O, chcesz nauczyć się kodzić? Nie ma sprawy, pamiętaj jednak, że jako nauczyciel wymagam zaangażowania, obiadów i piwa. I jestem absolutnie nieprzekupny.
- Ooo... Bo on jest takim słodziakiem… – brnęła dalej. Miała pewność, że ten wieczór należy nieodwołalnie do niej.
- Co? Kod? – z błyskiem szaleństwa (i jedynie odrobiną niedowierzania) dopytywał się Mężczyzna Idealny swojej Prawdziwej Kobiety.
- No kot, kot – rozluźniała się stopniowo, z przyjemnością obserwując nadciągający kryzys.
- To chcesz kodzić czy nie? – starał się. Bardzo się starał.
- Chcę drugiego kotka! – zawołała entuzjastycznie. Odpowiedź znała, ale nie to było nagrodą. Wyciągnęła Mężczyznę Idealnego sprzed komputera i zaangażowała w rozmowę.
- Zgoda, ale oddamy Pana Kocura – ponure, pełne wyrzutu spojrzenie padło na bestię i spłynęło po niej. Nikt nigdy nie starał się pozyskać uczuć żadnego stworzenia tak jak Mężczyzna Idealny walczył o Pana Kocura. I nikt nigdy w dziejach obu gatunków nie spotkał się z równie bolesną porażką. – Nie lubię go.
- Nie szkodzi...
- Kodzisz?
Tymczasem gdzieś na świecie czekał mały, rudy kotek, którego największym marzeniem były uwaga, troska i uczucia Mężczyzny Idealnego...
przeczytałam z wielkim bananem na twarzy (nie w twarzy, hue hue)! i aż ciśnie mi się takie o, małe, sympatyczne: ooo, jak słooodko!:) [a może czegoś nie zrozumiałam?]
OdpowiedzUsuńa ja ostatnio polubiłem psa, był wporządku, nic nie
OdpowiedzUsuńmówił i nic nie chciał. przynajmniej nie dawał po sobie poznać. szedł z nami blisko dwadzieścia km i przez całą drogę utrzymywał, że też akurat i przypadkiem tędy przechodzi ;)
a na kocie uroki odpowiadam wyuczoną obojętnością, niech sobie nie myślą...
dowcip z bananem doceniam całą sobą ;) oooooo!
OdpowiedzUsuńa ten pies zupełnie jak kot. choć on by raczej tak załatwił sprawę, że to Wy byście za nim szli... mam nadzieję, że jakiś psiak zawita w Wasze progi ;)
miło, ze masz nadzieję :) ja trochę inaczej to widzę, przez pryzmat dwóch oklapłych roślinek, które chyba wolały długie tygodnie suszy od naszej obecnej nadgorliwości w podlewaniu :)
OdpowiedzUsuńznam pewną dziewczynkę, mało konsekwentną w działaniu, ale za to całkiem niezłą w dążeniu do celu ;)
OdpowiedzUsuń;)
OdpowiedzUsuńhttp://images10.fotosik.pl/3209/44f574c2864bf719.jpg
OdpowiedzUsuń