poniedziałek, 24 czerwca 2013

Intro

Prawdziwa Kobieta ogłasza swój wielki kam bak. Jako wielka celebrytka nie może ścierpieć, że cześć  i sława omijają ją szerokim łukiem, nawet jeśli są anonimowe. Na szczęście, mejnstrim nie jest jej pisany. Niestety, inni ludzie – tak. I właśnie o tych innych ludziach, których Kobieta nie potrafi zrozumieć, będzie ten sakramentalny, uświęcony długomiesięcznym postem wpis. 

Rozpoczęły się wakacje, a wraz z nimi wzmożone potrzeby kontaktów międzyludzkich. A interakcje były właśnie tym, czego naprawdę nie potrzebowała. Po dwóch spotkaniach oddzielonych tygodniową przerwą czuła, że nurkowanie w Rowie Mariańskim byłoby całkiem przyjemnym wyzwaniem. Wykończona – to jedno słowo dogłębnie opisywało jej stan ducha. A przecież lubiła ludzi. Może nie wszystkich, nawet nie większość tych, których znała. Ale swojej garstce była (we własnym mniemaniu i na swój własny sposób) wierna. Tymczasem po dwóch rozmowach z 5-osobowym tłumem potrzebowała wziąć urlop od świata.

Jednak ludzie w wersji ekstra mają tendencję do poszerzania swoich kręgów znajomości, bliskości, a przede wszystkim – częstotliwości spotkań. Prawdziwa Kobieta stanęła przed nie lada wyzwaniem: zostać pariasem społecznym i po śmierci dać się zjeść Panu Kocurowi lub z uśmiechem na ustach i cierniem w sercu wyjść na kolejne, trzecie już w tym miesiącu spotkanie. Skąd w ludziach taka potrzeba przebywania z innymi, kreowania siebie w tłumie, łechtania ego - swego i cudzego? Biedne małe intro nie potrafiło czerpać energii ze spotkań z ludźmi, wprost przeciwnie: czuło, że wszędobylskie, szeroko uśmiechnięte wampiry wysysają z niej ostatnie resztki życia. 

Na szczęście ma plan. Zamknie się w pokoju, zmusi Pana Kocura do uległości i będzie czerpać satysfakcję z ciszy i spokoju, przerywanych od czasu do czasu dyskretnym stukiem klawiatury przebywającego w rzeczywistości równoległej Mężczyzny Idealnego. Będzie tak siedzieć i siedzieć pełna radości i triumfu, aż w końcu zanudzi się na śmierć. I nawet Pan Kocur nie zechce jej zjeść - w końcu nie jada byle czego. Z ludźmi źle, bez ludzi jeszcze gorzej. Jak żyć?