wtorek, 8 stycznia 2013

Kodzisz? Nie szkodzi.


Dzień rozpoczął się idealnie – wyspana i najedzona wygrzewała się w promieniach lampy pokojowej. Było jej tak dobrze i syto, że zaczynała się powoli nudzić. Gdy już skończyła wodzić oczami po ścianie, szukając dziury w całym, znalazła swój cel, lubego o niewinnym spojrzeniu. Jako osoba doświadczona wiedziała, że ofiarę trzeba czymś zaintrygować, by następnie z całą bezwzględnością zawłaszczyć sobie jej uwagę (smaczek dla fanów Tolkiena: i w ciemności związać).

-       Porozmawiamy o kocie? – zaczęła niewinnie. Dyskretnie zerknęła na Pana Kocura bezpiecznie obserwującego zza szyby świat tak jakby ten należał do niego. Nie bez powodu miał go w końcu u swych stóp.
-       O, chcesz nauczyć się kodzić? Nie ma sprawy, pamiętaj jednak, że jako nauczyciel wymagam zaangażowania, obiadów i piwa. I jestem absolutnie nieprzekupny.
-       Ooo... Bo on jest takim słodziakiem… – brnęła dalej. Miała pewność, że ten wieczór należy nieodwołalnie do niej.
-       Co? Kod? – z błyskiem szaleństwa (i jedynie odrobiną niedowierzania) dopytywał się Mężczyzna Idealny swojej Prawdziwej Kobiety.
-       No kot, kot – rozluźniała się stopniowo, z przyjemnością obserwując nadciągający kryzys.  
-       To chcesz kodzić czy nie? – starał się. Bardzo się starał.
-       Chcę drugiego kotka! – zawołała entuzjastycznie. Odpowiedź znała, ale nie to było nagrodą. Wyciągnęła Mężczyznę Idealnego sprzed komputera i zaangażowała w rozmowę.
-       Zgoda, ale oddamy Pana Kocura – ponure, pełne wyrzutu spojrzenie padło na bestię i spłynęło po niej. Nikt nigdy nie starał się pozyskać uczuć żadnego stworzenia tak jak Mężczyzna Idealny walczył o Pana Kocura. I nikt nigdy w dziejach obu gatunków nie spotkał się z równie bolesną porażką. – Nie lubię go.
-       Nie szkodzi...
-       Kodzisz?

 Tymczasem gdzieś na świecie czekał mały, rudy kotek, którego największym marzeniem były uwaga, troska i uczucia Mężczyzny Idealnego...