R: I co ja mam z tym H. zrobić? Mieszkać czy nie mieszkać razem, przeprowadzać się, zostać...
Uwielbiam swoje życie i nie chcę nic w nim zmieniać!
A: Sprawa jest prosta, Ty zostajesz tutaj, on dojeżdża do pracy lub pracuje z domu, przecież nie możesz dla niego zmieniać całego swojego życia, a on zasadniczo może.
R: Nie chcę być taką suką, w końcu to całe jego życie.
Ale co ja mam z tym H. zrobić?
A: Hm... To ile już jesteście razem: miesiąc, dwa?
Dialog zmodyfikowany na potrzeby story, sens zachowany.
czwartek, 5 grudnia 2013
poniedziałek, 24 czerwca 2013
Intro
Prawdziwa Kobieta ogłasza swój wielki kam bak. Jako wielka celebrytka nie może ścierpieć, że cześć i sława omijają ją szerokim łukiem, nawet jeśli są anonimowe. Na szczęście, mejnstrim nie jest jej pisany. Niestety, inni ludzie – tak. I właśnie o tych innych ludziach, których Kobieta nie potrafi zrozumieć, będzie ten sakramentalny, uświęcony długomiesięcznym postem wpis.
Rozpoczęły się wakacje, a wraz z nimi wzmożone potrzeby kontaktów międzyludzkich. A interakcje były właśnie tym, czego naprawdę nie potrzebowała. Po dwóch spotkaniach oddzielonych tygodniową przerwą czuła, że nurkowanie w Rowie Mariańskim byłoby całkiem przyjemnym wyzwaniem. Wykończona – to jedno słowo dogłębnie opisywało jej stan ducha. A przecież lubiła ludzi. Może nie wszystkich, nawet nie większość tych, których znała. Ale swojej garstce była (we własnym mniemaniu i na swój własny sposób) wierna. Tymczasem po dwóch rozmowach z 5-osobowym tłumem potrzebowała wziąć urlop od świata.
Jednak ludzie w wersji ekstra mają tendencję do poszerzania swoich kręgów znajomości, bliskości, a przede wszystkim – częstotliwości spotkań. Prawdziwa Kobieta stanęła przed nie lada wyzwaniem: zostać pariasem społecznym i po śmierci dać się zjeść Panu Kocurowi lub z uśmiechem na ustach i cierniem w sercu wyjść na kolejne, trzecie już w tym miesiącu spotkanie. Skąd w ludziach taka potrzeba przebywania z innymi, kreowania siebie w tłumie, łechtania ego - swego i cudzego? Biedne małe intro nie potrafiło czerpać energii ze spotkań z ludźmi, wprost przeciwnie: czuło, że wszędobylskie, szeroko uśmiechnięte wampiry wysysają z niej ostatnie resztki życia.
Na szczęście ma plan. Zamknie się w pokoju, zmusi Pana Kocura do uległości i będzie czerpać satysfakcję z ciszy i spokoju, przerywanych od czasu do czasu dyskretnym stukiem klawiatury przebywającego w rzeczywistości równoległej Mężczyzny Idealnego. Będzie tak siedzieć i siedzieć pełna radości i triumfu, aż w końcu zanudzi się na śmierć. I nawet Pan Kocur nie zechce jej zjeść - w końcu nie jada byle czego. Z ludźmi źle, bez ludzi jeszcze gorzej. Jak żyć?
wtorek, 8 stycznia 2013
Kodzisz? Nie szkodzi.
Dzień rozpoczął się idealnie – wyspana i najedzona wygrzewała się w promieniach lampy pokojowej. Było jej tak dobrze i syto, że zaczynała się powoli nudzić. Gdy już skończyła wodzić oczami po ścianie, szukając dziury w całym, znalazła swój cel, lubego o niewinnym spojrzeniu. Jako osoba doświadczona wiedziała, że ofiarę trzeba czymś zaintrygować, by następnie z całą bezwzględnością zawłaszczyć sobie jej uwagę (smaczek dla fanów Tolkiena: i w ciemności związać).
- Porozmawiamy o kocie? – zaczęła niewinnie. Dyskretnie zerknęła na Pana Kocura bezpiecznie obserwującego zza szyby świat tak jakby ten należał do niego. Nie bez powodu miał go w końcu u swych stóp.
- O, chcesz nauczyć się kodzić? Nie ma sprawy, pamiętaj jednak, że jako nauczyciel wymagam zaangażowania, obiadów i piwa. I jestem absolutnie nieprzekupny.
- Ooo... Bo on jest takim słodziakiem… – brnęła dalej. Miała pewność, że ten wieczór należy nieodwołalnie do niej.
- Co? Kod? – z błyskiem szaleństwa (i jedynie odrobiną niedowierzania) dopytywał się Mężczyzna Idealny swojej Prawdziwej Kobiety.
- No kot, kot – rozluźniała się stopniowo, z przyjemnością obserwując nadciągający kryzys.
- To chcesz kodzić czy nie? – starał się. Bardzo się starał.
- Chcę drugiego kotka! – zawołała entuzjastycznie. Odpowiedź znała, ale nie to było nagrodą. Wyciągnęła Mężczyznę Idealnego sprzed komputera i zaangażowała w rozmowę.
- Zgoda, ale oddamy Pana Kocura – ponure, pełne wyrzutu spojrzenie padło na bestię i spłynęło po niej. Nikt nigdy nie starał się pozyskać uczuć żadnego stworzenia tak jak Mężczyzna Idealny walczył o Pana Kocura. I nikt nigdy w dziejach obu gatunków nie spotkał się z równie bolesną porażką. – Nie lubię go.
- Nie szkodzi...
- Kodzisz?
Tymczasem gdzieś na świecie czekał mały, rudy kotek, którego największym marzeniem były uwaga, troska i uczucia Mężczyzny Idealnego...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)