wtorek, 4 grudnia 2012

Zboczenia


Jej największym, a przy tym odwiecznym problemem było lustro. Kto by przypuszczał, ile w tym jednym przedmiocie, martwym z natury, może się materializować żywych kompleksów. Gdyby nienawiść mogła się kumulować i wizualizować, nasza galaktyka znikłaby w efektownym rozbryzgu światła – a winna byłaby jedna szklana tafla. Był to jeden z powodów, dla których nie posiadała lustra z prawdziwego zdarzenia. A przynajmniej tego wielkiego, w którym mogłaby się całościowo przejrzeć. Zwierciadłom duszy mówiła stanowcze nie. Zwierciadłom ciała – ponure nie.

Gdy jednak spojrzała w siebie, a także przed siebie, na stół zasłany dobrem wszelakim, zaczęła narastać w niej decyzja. Czas coś zrobić. A zasadniczo: COŚ, bo taka decyzja wymaga stosownej wagi. Wagi, której trzeba się zdecydowanie pozbyć. Widziała to, patrząc na siebie z boku, choć zasadniczo wolała tego nie robić.

Planowała w dobrej wierze lepsze jutro, jednak los postanowił inaczej. Niczym w klasycznym dramacie greckim ironia dała o sobie znać, kreując konflikt, jakże tragiczny w skutkach. Fitness czy siłownia? Od decyzji zależało tak wiele, że nie chciała podejmować jej pochopnie. Wspólne ćwiczenia, które zmotywują do działania, czy samodzielny trening we własnym tempie? Nie chciała robić nic na siłę, by nie okazało się, że jest to ostatecznie ponad jej siły. Zakleszczając się między dwoma istotnymi rozwiązaniami, bezpiecznie nie wybierała niczego, posiłkując się refrenem zasłyszanym od Mężczyzny Idealnego, że przecież dobrze wygląda (i jest bardzo mądra). Nie posiadając jednego lustra, przeglądała się w tysiącu mniejszych, by ostatecznie otrzymać obraz w krzywym zwierciadle. Doszło do tego, że decyzja stawała się ponad jej siły. A zboczenia narastały.

Jednak trening czyni mistrza, a wyćwiczyć można wszystko. Ćwiczyła więc trwanie.