Miała zły dzień; cały świat drżał w posadach przed jej gniewem. Wszyscy
kierowcy jak na złość postanowili jeździć tego dnia szybciej od niej. W pracy
klienci wiedzieli wszystko lepiej. Książka, na którą tak długo czekała, okazała się nudna. Spieszyła się do sklepu, a musiała stać w korku. Tak, świat uwziął się na nią. Jeszcze tego pożałuje.
Podsumowując swój pełen smutku i żalu za czymś ciekawszym dzień, stwierdziła, że ma prawo być dzisiaj kobieca na wskroś. Przygotowała w
myślach ciąg skarg dotyczących niesprawiedliwego życia, które zdecydowanie jest gdzieś
indziej. Sprawdziła w lusterku pełne powagi miny świadczące o głębi cierpienia,
które oczywiście zatrzyma w sobie, żeby nie smucić Mężczyzny
Idealnego. Aby wypróbować moc rażenia, zapatrzyła się na chwilę w dal – niema
rozpacz wciąż zawsze się sprawdzała.
Tak uzbrojona weszła do mieszkania. Na pierwszej linii ognia
znalazł się Pan Kocur, który spojrzał na nią tymi swoimi ogromnymi ślipiami i
jęknął tak żałośnie, że aż się wzruszyła. Musiała jednak zachować twarz
przed samą sobą, dlatego przez pierwsze minuty milczała wymownie i patrzyła w przestrzeń, ciężko wzdychając. Niestety, Mężczyzna Idealny pozostawał głuchy na
wszelkie subtelności. Gdy w końcu spytał, co u niej, zapomniała.